Lustro

Autor: Granice mojego języka wyznaczają granice mojego świata, Gatunek: Proza, Dodano: 11 stycznia 2017, 13:51:11

- Czyli mówi pan, że w lustrze mieszka ktoś obcy? - policjant zadał pytanie retoryczne i porozumiewawczo spojrzał na swojego kolegę z pracy.

- Uhm - poszkodowany chrząknął i kiwnął głową.

Na moment zapanowała cisza. Posterunkowy postukał kilka razy długopisem o blat biurka, zamyślił się na chwilę, aż w końcu na jego twarzy pojawiło się zdecydowanie i powiedział:

- Niech pan wróci do domu i porządnie wypocznie, gdyby sytuacja się nie wyjaśniła, przyjedziemy do pana i zajmiemy się sprawą.

 

Poszkodowany, mężczyzna około pięćdziesiątki, wstał i bez słowa chwiejnym krokiem opuścił posterunek policji. Gdy wyszedł na zewnątrz, zastanowił się nad całą sytuacją i dopadł go krótki, nerwowy śmiech. Jak mógł wpaść na tak głupi pomysł i przyjść na komendę, wierząc, że zostanie poważnie potraktowany. Gdyby ktoś inny przyszedł do niego z podobnym problemem, najprawdopodobniej pomyślałby, że ma jakieś problemy psychiczne i wyśmiałby człowieka. Jednak sytuacja była beznadziejna. Doskonale wiedział, że to nie jest złudzenie. Od kilku dni jego lustrzane odbicie jest bytem odseparowanym od niego, na który nie ma żadnego wpływu. To ciągle jest on, ale już nie on, tak w skrócie. Wracając do domu zastanawiał się, co może być przyczyną zaistniałych okoliczności. To nie ma nic wspólnego ze schizofrenią. Miał dobry wzrok i trzeźwy umysł. Co prawda był przyzwyczajony do wypijania co wieczór kieliszka whisky lub koniaku, ale to nie mogło spowodować takich zaburzeń. Nie było żadnego wytłumaczenia. Jeśli sam sobie nie pomoże, nie ma szans na jakąkolwiek inną reakcję ze strony społeczeństwa jak tylko badania w szpitalu psychiatrycznym. Był z problemem całkowicie sam. I z tym przygnębiającym uczuciem wrócił do domu.


Wszedł do mieszkania, zdjął płaszcz i powiesił na wieszaku. Następnie rzucił kilka słów, aby powiadomić żonę o powrocie, ale go nie usłyszała. Była zajęta przygotowywaniem obiadu i słuchała radia, w którym prezenterka ciepłym głosem zapraszała do wysłuchania piątego koncertu na skrzypce Mozarta w wykonaniu Vilde Frang, ale on nie miał czasu myśleć o takich rzeczach, choć bardzo lubił interpretacje tej młodej norweskiej skrzypaczki. 

Mężczyzna wziął głęboki oddech i odważnie podszedł do lustra, aby zobaczyć, czy coś się zmieniło. Jednak odbicie już na niego czekało. Gdy tylko się zjawił, uśmiechnęło się cwaniacko w jego stronę i zaczęło zacierać ręce, jakby wpadło na jakiś świetny pomysł lub poprzez gestykulację chciało przekazać jakieś ostrzeżenie w stylu: ja ci teraz pokażę. Ze strony mężczyzny nie było żadnej reakcji, stał w osłupieniu wpatrzony w swojego klona, mimo że przez pięć dni zdążył się już do niego trochę przyzwyczaić. Tyle że jego cielesna kopia stawała się z każdym dniem coraz bardziej pewna siebie i arogancka. Tym razem z niestartym szelmowskim uśmieszkiem odbicie wyciągnęło z tylnej kieszeni spodni papierosa i włożyło go sobie do ust, ale nie użyło ognia, aby go zapalić. Następnie ze wzrokiem utkwionym w mężczyznę złożyło w kółko kciuka z palcem wskazującym u prawej ręki w i tym samym palcem u drugiej ręki zaczęło wykonywać obsceniczny gest, wybuchając gromkim śmiechem zmieszanym z podnieceniem.

Mężczyzna nie mógł nic uczynić, z bezradności zamknął na sekundę oczy i wtedy przeszył go niesamowity dreszcz. Poczuł, jakby nagle coś przesunęło go o metr do przodu z ogromną prędkością, tak że zakrył twarz dłońmi, którymi następnie przetarł oczy i policzki. Wydawało mu się, że oślepł, ale to nie mogła być ślepota. Wszędzie dookoła widać było tylko biel, ogromną przestrzeń podobną do widoku ze środka oceanu, ale jednocześnie o wiele bardziej pustą. Od tego rodzaju pustki mężczyzna poczuł ukłucie w sercu. To było niesamowite zjawisko, w które wpatrywał się przez kilka minut, aż kątem oka dostrzegł, że za jego plecami coś się znajduje i nerwowo się odwrócił. Było to oczywiście jego domowe lustro. Spojrzał na swoje odbicie. Od razu zrozumiał, że jakimś sposobem zamienił się z klonem miejscami. Teraz to on się stał odbiciem. 

Czyli to tak wygląda przestrzeń po drugiej stronie; człowiekowi wydaje się, że patrzy na siebie, a tak naprawdę jest to wybielona i zimna jak Syberia, nieogarnięta przestrzeń - pomyślał. Ponownie się przejrzał. Jego sobowtór świetnie się bawił. Podszedł do koszyka stojącego na komodzie przy drzwiach i wyjął zapalniczkę. Następnie wrócił przed lustro, odpalił papierosa, którego ciągle trzymał pomiędzy wargami, i zaciągnął się. Na jego twarzy wymalowało się jakby spod pędzla mistrza niesamowite uczucie ulgi i odprężenia.

Natomiast mężczyzna poczuł niewysłowiony głód tytoniowy. Od dwóch lat próbował rzucić palenie, ale posiadał zbyt słabą siłę woli. Obecnie miał miesięczną przerwę, a nałóg próbował pokonać landrynkami, ale to wciąż była nierówna walka.

Wtedy nagle pojawiła się jego żona. Zamachnęła się mokrą ścierką i uderzyła klona po rękach. Sobowtór wcale się tym nie przejął, a wręcz przeciwnie. Z czułością objął żonę ramieniem, szepnął jej na ucho kilka słówek, tak że aż się zarumieniła, i pocałował ją delikatnie w policzek oraz szyję. Czterdziestoparoletnia kobieta przemieniła się nagle w młodą, nieśmiałą dziewczynę i na miękkich nogach udała się z lustrzanym odbiciem w stronę sypialni. Jakkolwiek zabrzmiało to dziwnie, tak samo poczuł się uwięziony mężczyzna.

Nagle zrobiło mu się żal, bo zdał sobie sprawę z faktu, że w ostatnich latach nie za bardzo interesował się żoną. Służyła mu wiernie jak pies, a on z powodu pracy i egoizmu myślał więcej o urozmaicaniu swojego czasu, aniżeli o zadbaniu o żonę. Poczuł wstyd. Ale nie miał czasu się nad sobą rozczulać, bo z przestrachem dostrzegł, że jego ciało stało się całkowicie przezroczyste, a w kontakcie z czystą, intensywną bielą wydawało się jakby zupełnie przestało istnieć. Ponadto chciał uderzyć w lustro w nadziei, że jego małżonka usłyszy dźwięk. Zrobiłby to pomimo ryzyka zbicia szkła, ale nie mógł się ruszyć. Zamienił się w niewidzialny posąg. Spróbował jeszcze krzyknąć, ale głosu też nie zdołał z gardła wydobyć.

Tylko słuch jeszcze funkcjonował normalnie. W tak wyciszonym miejscu dało się usłyszeć dobiegający z kuchni radosny, piskliwy dźwięk skrzypiec.Pozostaje mieć nadzieję, że wszystko wróci do normy, gdy moje odbicie zdecyduje przejrzeć się w lustrze. Pozostaje czekać - pomyślał. I skupił się na porównaniu wykonania koncertu Vilde Frang z nagraniem Hilary Hahn, której płytę niedawno nabył. I wreszcie poczuł jak spokój przepływa przez niego niczym górski, krystaliczny strumień wody.

Komentarze (6)

  • Z ciekawością przeczytałam do końca.
    W tym zdaniu trzeba coś zrobić z wyrazem 'mnie', bo tekst jest w 3-ciej osobie. ' Następnie z utkwionym we MNIE wzrokiem złożyło kciuka z palcem'.
    Poza tym miałabym zastrzeżenia , co do tego opisu ' Wszędzie dookoła widać było tylko biel, ogromną przestrzeń podobną do widoku ze środka oceanu, ale jednocześnie o wiele bardziej pustą.'. Ilu ludzi wie, jak wygląda przestrzeń ze środka oceanu? A nawet ze środka morza (np: Bałtyckiego)

  • Dzięki Beata. Jesteś super.

  • Posłuchałam. Tak czyściutko w nutkach.
    Dobra orkiestra też.

  • "policjant zadał pytanie retoryczne i porozumiewawczo spojrzał na swojego kolegę z pracy."
    "pytanie retoryczne"(?) a co to, wypracowanie polskiego?

    niech policjant zada pytanie, albo rzuci od niechcenia, albo co.

  • Sprawa nadaje się do "Archiwum X ":)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się