Taksówka

Autor: Granice mojego języka wyznaczają granice mojego świata, Gatunek: Proza, Dodano: 03 stycznia 2017, 12:44:34

Mężczyzna w pośpiechu doszedł do postoju taksówek. Była wczesna jesień, ale pogoda jeszcze letnia. Z kolei kierowca niespiesznie palił papierosa oparty o maskę samochodu, gdy usłyszał słowa wypowiedziane zdyszanym głosem:

- Do Szpitala Onkologicznego na Ursynowie, szybko - mężczyzna rzucił bez przywitania.

- W porządku, nie ma problemu.

Kierowca zaciągnął się mocno, wyrzucił peta, energicznym ruchem wstał i usiadł za kierownicą. Klient bez zapytania czy można, siedział już na tylnim siedzeniu i ocierał pot z twarzy. 

Przez pierwsze kilka minut podróży oboje milczeli. Radio nie było włączone, więc panowała niezręczna cisza. Tę sytuację w końcu postanowił przełamać kierowca, zadając pytanie:

- Przepraszam, że przeszkadzam, ale wygląda pan na lekko przygnębionego, w dodatku ten pośpiech... czy ktoś bliski panu umiera?

- Uhm, mój przyjaciel ma nowotwór trzustki. To właściwie walka bez szans na przeżycie. Zadzwoniono do mnie, że dziś czuje się szczególnie źle. Obawiam się, że to może być koniec, dlatego chcę być przy nim. Obiecałem mu to - powiedział z przejęciem mężczyzna.

- Bardzo mi przykro - odparł sucho kierowca, intonując smutek.

- Dziękuję - mężczyzna chciał uciąć szybko temat, bo  wiedział, że dla obcej osoby to tylko kolejna zwyczajna wiadomość, jak każda inna.  Niech lepiej skoncentruje się na jak najszybszym dotarciu do celu, pomyślał, ale nie mógł się powstrzymać i stwierdził z żalem:

- Że też przeciętni ludzie, którzy i tak napotykali w swoim życiu same problemy, nie mogą umrzeć spokojnie.

- Dla śmierci wszysy ludzie są przeciętni - odpowiedział kierowca.

 

Przez resztę dłużącego się czasu mężczyzna zamyślił się nad słowami prowadzącego, aż ten przywołał go do rzeczywistości, gdy dynamicznym ruchem ręki wykonał ostry skręt w lewo, tak że mężczyzna się zachwiał i zakręciło mu się w głowie. 

- Tutaj pana zostawię. Oczywiście przejazd był darmowy - zakomunikował kierowca.

 

Mężczyzna jeszcze chwilę dochodził do siebie. Jego największym problemem był fakt, że podczas jazdy zawsze tracił orientację w terenie. Kilkanaście lat temu, kiedy jeszcze studiował, zaprosił pewną dziewczynę na wieczór autorski poetki z Danii. Przyjechała po niego własnym samochodem, pięknie ubrana. Widać było, że jej także zależało, naprawdę się cieszyła. Oboje się w sobie kochali. Ruszyli z Ursynowa na Wolę i dopiero kiedy przejeżdżali przez most nad Wisłą zauważył, że jadą w zupełnie inną stronę i tak się wściekł, że kazał dziewczynie zawrócić i zatrzymać się przy metrze. Gdy dotarli na miejsce, rzucił idiotyczny tekst, trzasnął drzwiami i odeszedł. Więcej już się nie widzieli. 

 

Mężczyzna wysiadł z taksówki i nim jego szok minął, kierowca odjechał, zostawiając go w kompletnie nieznanym miejscu. To jeszcze była Warszawa, może Włochy albo Ursus, ale nie miał pewności.  Był kompletnie zagubiony. I wtedy znów poczuł tę wściekłość. 

- Skurwysyn, co on sobie myśli, co za gnida, kurwa mać, w takim momencie.  Mój przyjaciel umiera, a temu się żartów zachciewa, już ja go... nie zdążył dokończyć, a znikąd pojawiła się inna taksówka. Cała złość minęła natychmiast i zastąpił ją uśmiech. Ale mam szczęście, pomyślał, i wykrzykując zamachał w stronę samochodu.

Gdy wsiadł do środka poczuł ulgę zmieszaną z rezygnacją. Nowy przewoźnik był całkiem podobny do poprzedniego. Miał podobną budowę ciała, również był krótko ostrzyżony i nosił na sobie czarną skórzaną kurtkę. Różniły ich właściwie jedynie rysy twarzy i zarost. Tamtem był brodaczem. Nigdy nie ufał brodaczom...

- Dokąd jedziemy? - zapytał kierowca.

- Jak najszybciej do Szpitala Onkologicznego na Ursynowie. Nie mamy czasu. - rzucił mężczyzna, już bez zbędnych tłumaczeń.

Gdy samochód ruszył, mężczyzna przywarł głową do szyby i próbował się skoncentrować na drodze. Nie chciał opowiadać innemu taksówkarzowi o tym, co go przed chwilą spotkało, bo pewnie i tak w solidarności z tamtym próbowałby sytuację załagodzić albo przemilczeć. Zauważył jednak, że zamiast zawrócić, taksówkarz kontynuował trasę wybraną przez poprzedniego przewoźnika. Zaniepokoił się i zapytał:

- Dlaczego pan nie zawrócił, czy przypadkiem jadąc prosto nie oddalamy się jedynie od miasta?

- Proszę się nie martwić, dojedziemy do autostrady A2, stamtąd zjedziemy w stronę lotniska, a to niedaleko od onkologii - odparł spokojnie kierowca.

Mężczyzna nie potrafił zaprzeczyć, bo się nie znał i w sumie zawsze łatwo się gubił, także i tym razem zaufał obcemu człowiekowi, mimo narastającego niepokoju.W pewnym momencie, gdy rzeczywiście z oddali dostrzegł autostradę, uwierzył, że nie trafił na oszusta i trochę się wyluzował.  Jednak nie na długo, bo kierowca zadał mu bardzo dziwne pytanie:

- Przepraszam, że pytam, ale czy mógłby mi pan powiedzieć, co pan myśli o śmierci?

- O śmierci? - powtórzył zaskoczony. Skąd nagle takie pytanie? 

- A tak, po prostu zapytałem, bo czytałem ostatnio niemieckich filozofów i w końcu nie wiem kim jestem, już nawet życie ludzkie zaczyna być mi obce. To jak, odpowie mi pan? - drążył taksówkarz.

- Przepraszam, ale co wspólnego mają ze sobą pytania: kim jestem oraz to odnośnie śmierci? - mężczyzna z zakłopotaniem odparł pytaniem na pytanie.

- Niech mi pan najpierw odpowie, to panu wszystko wytłumaczę - nie ustępował kierowca.

- No coż, jeśli mam być szczery to... boję się śmierci. Nie ma w niej żadnej pewności. Czasami wyobrażam sobie życie wieczne i kiedy dociera do mnie, że moja dusza jest nieśmiertelna, przepełnia mnie niewyobrażalne szczęście, ale jest ono krótkie jak wzruszenie, i znów szybko zastępuje je niepewność i trwoga - powiedział posępnie mężczyzna.

- Ja myślę, że ludzie nie boją się śmierci, ale bólu, który jej towarzyszy, a przecież to nie wina śmierci tylko unerwionego ciała. Czy ludzie nie powinni w takiej sytuacji bardziej bać się swojego ciała? - taksówkarz odparł z lekkim odczuciem euforii, że udało mu się zmusić dyskutanta do namysłu. I dodał - właściwie to śmierć wyzwala człowieka od jego największego wroga i każdy powinien być jej za to wdzięczny.

 

Mężczyzna pomyślał, że rzeczywiście życie ludzkie jest dość absurdalne. Wtedy jednak z przestrachem odkrył, że zamiast zbliżać się do autostrady, ta całkowicie zaczęła znikać mu z pola widzenia. Szybko spojrzał w stronę kierowcy i nerwowo zapytał:

- Czy pan przypadkiem nie pomylił drogi? Gdzie pan jedzie?

- Niestety, proszę pana, nie pomyliłem drogi, za chwilę będziemy na miejscu - taksówkarz odpowiedział lodowatym głosem.

- Na jakim miejscu. Przecież tu nie ma żadnej onkologii! - krzyknął przerażony mężczyzna.

- Uhm, tak jak i nie ma żadnego przyjaciela, i pan dobrze o tym wie.

Mężczyzna w ostatniej chwili dostrzegł figlarny uśmiech towarzysza, zanim taksówka wjechała w długi tunel na odludnych obrzeżach miasta.

Komentarze (16)

  • Nie znam Warszawy i okolic aż tak dobrze - czy faktycznie jest TAM jakiś długi tunel?

  • Dałam NWK, ale ten tunel nie daje mi spokoju. Może Metra?

  • Nie wiem, tunel jest metaforą użytą na potrzeby tekstu, bądź co bądź niezbyt oryginalną. Teraz to nawet myślę, że zakończenie mogłoby być lepsze.

  • Wiem, że jest metaforą, ale taką niemetaforalną już.

  • Nie mam worda, więc liternet jest mi przydatny już nie tylko jako miejsce pulikacji. Jest trochę błędów. Przepraszam za nie.

  • Błędy sobie poprawisz. Opowiadanie podoba mi się. Zaczęłabym "od środka", bez wstępu:

    - Do Szpitala Onkologicznego na Ursynowie, szybko - mężczyzna rzucił bez przywitania.
    - W porządku, nie ma problemu.
    Znudzony kierowca, który stał oparty o maskę samochodu, zaciągnął się mocno, wyrzucił peta i usiadł za kierownicą. Klient siedział już na tylnym siedzeniu i ocierał pot z twarzy.

  • Mój kom. nawiązał (przypadkiem!) do pt.4 poradnika dla piszących autorstwa Etgara Kereta. Może znasz?

    4. Always start from the middle.
    The beginning is like the scorched edge of a cake that’s touched the cake pan. You may need it just to get going, but it isn’t really edible.


    Całość:

    1. Make sure you enjoy writing.
    Writers always like to say how hard the writing process is and how much suffering it causes. They’re lying. People don’t like to admit they make a living from something they genuinely enjoy.

    Writing is a way to live another life. Many other lives. The lives of countless people whom you’ve never been, but who are completely you. Every time you sit down and face a page and try—even if you don’t succeed—be grateful for the opportunity to expand the scope of your life. It’s fun. It’s groovy. It’s dandy. And don’t let anyone tell you otherwise.

    2. Love your characters.
    For a character to be real, there has to be at least one person in this world capable of loving it and understanding it, whether they like what the character does or not. You’re the mother and the father of the characters you create. If you can’t love them, nobody can.

    3. When you’re writing, you don’t owe anything to anyone.
    In real life, if you don’t behave yourself, you’ll wind up in jail or in an institution, but in writing, anything goes. If there’s a character in your story who appeals to you, kiss it. If there’s a carpet in your story that you hate, set fire to it right in the middle of the living room. When it comes to writing, you can destroy entire planets and eradicate whole civilizations with the click of a key, and an hour later, when the old lady from the floor below sees you in the hallway, she’ll still say hello.

    4. Always start from the middle.
    The beginning is like the scorched edge of a cake that’s touched the cake pan. You may need it just to get going, but it isn’t really edible.

    5. Try not to know how it ends.
    Curiosity is a powerful force. Don’t let go of it. When you’re about to write a story or a chapter, take control of the situation and of your characters’ motives, but always let yourself be surprised by the twists in the plot.

    6. Don’t use anything just because “that’s how it always is.”
    Paragraphing, quotation marks, characters that still go by the same name even though you’ve turned the page: all those are just conventions that exist to serve you. If they don’t work, forget about them. The fact that a particular rule applies in every book you’ve ever read doesn’t mean it has to apply in your book too.

    7. Write like yourself.
    If you try to write like Nabokov, there will always be at least one person (whose name is Nabokov) who’ll do it better than you. But when it comes to writing the way you do, you’ll always be the world champion at being yourself.

    8. Make sure you’re all alone in the room when you write.
    Even if writing in cafés sounds romantic, having other people around you is likely to make you conform, whether you realize it or not. When there’s nobody around, you can talk to yourself or pick your nose without even being aware of it. Writing can be a kind of nose-picking, and when there are people around, the task may become less natural.

    9. Let people who like what you write encourage you.
    And try to ignore all the others. Whatever you’ve written is simply not for them. Never mind. There are plenty of other writers in the world. If they look hard enough, they’re bound to find one who meets their expectations.

    10. Hear what everyone has to say but don’t listen to anyone (except me).
    Writing is the most private territory in the world. Just as nobody can really teach you how you like your coffee, so nobody can really teach you how to write. If someone gives you a piece of advice that sounds right and feels right, use it. If someone gives you a piece of advice that sounds right and feels wrong, don’t waste so much as a single second on it. It may be fine for someone else, but not for you.

    Tak mi się nagle przypomniało, po napisaniu komentarza.

    Poradnik wart przeczytania. Mnie - usatysfakcjonował.

  • Poradnik jak poradnik, jest ich wiele, i z każdego można wyciągnąć coś dla siebie. Ale nie jest on dla mnie jednocześnie żadną lekcją pisania.

    Akurat do Kereta mi o tyle blisko, że tak jak on piszę dość krótkie formy, ale też niestety z pewnych powodów bardzo daleko. Przede wszystkim kiedy piszę prozę, nie mogę się wyzybyć wrażenia, że to nie jest dosonała forma, że nie ma to takiego znaczenia, jak napisanie wiersza na podobny temat. Jedynie wiersz daje mi poczucie satysfakcji. To uczucie hamuje moje samodoskonalenie się. I chyba wszystko na co mogę liczyć to na suche "podoba mi się", które zawsze jest dowodem na to, że napisałeś coś średniego, może i dobrego, ale bez znaczenia. Może po prostu wierzę, że wierszem jestem w stanie coś ocalić.

  • Tak. Tak jest.

  • Tzn. - chyba.

  • Niedosyt jest niezbędny do rozwoju.

  • "Tunelem' podzieliłam się, jakieś tam błędy i błądki, to w razie czego dla Edytora. Tekst ciekawy i dałam NWK.
    A co byś Autorze jeszcze ode mnie oczekiwał? Chętnie dopowiem. Chciałabym chociaż tyle pod moimi....

  • Niczego nie oczekuję od czytelnika, poza wrażeniami lub ciekawostkami, lub przemyśleniami odnośnie literatury i filozofii. Tak naprawdę sam najlepiej wiem jaki jest mój tekst. A pozytywne komentarze bardziej mnie zasmucają, zwłaszcza takie jak "podoba mi się" :)


  • 1. A pozytywne komentarze bardziej mnie ZASMUCAJĄ, ZWŁASZCZA takie jak "podoba mi się" :)
    2. "podoba mi się", które zawsze jest dowodem na to, że napisałeś coś średniego,
    - Mhmm

  • @Wittgenstein
    "Może po prostu wierzę, że wierszem jestem w stanie coś ocalić." Wittgenstein był bardziej przytomny. Ale co konkretnie? Którym wierszem? To pustosłowie jest. Poezja kontra frazesy, a jak nie poezja, to proza przynajmniej. Ciekawe dla mnie dlatego, że stoimy na antypodach w myśleniu o rodzajach literackich.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się